Zaznacz stronę

„W momencie, kiedy staje się na wierzchołku, nie ma wybuchu szczęścia – szczęście przeżywa się, gdy wszystko pozostaje jeszcze przed tobą, kiedy wiesz, że do celu masz jeszcze kilkaset, kilkadziesiąt metrów, gdy jesteś tuż przed. To właśnie jest czas szczęścia.”

Jerzy Kukuczka

Stacja Ratownictwa Górniczego WĘGLOKOKS KRAJ, KWK Bobrek- Piekary, Ruch Piekary – Jarosław Pyka,

 

inżynier wentylacji, który całe swoje życie zawodowe, od 2001 roku związał z tą kopalnią.

 

wg 1
Zdjęcie nr 1, Jarosław Pyka podczas obowiązków służbowych

 

Fascynującą rzeczą we wspinaniu są nieograniczone możliwości jakie niosą ze sobą miejsca, do których się dociera. Za każdym razem można wybrać inne rejony
i inne drogi, zwiedzić wiele atrakcyjnych, niepowtarzalnych miejsc. Podobnie jest
z turystyką wysokogórską. To bardzo poszerza horyzonty i perspektywy.

Lubię kontemplować przyrodę, tę zaskakującą ciszę, która mnie otacza. Czerpię ogromną satysfakcję z estetycznych przeżyć związanych z przebywaniem w górach. Z każdym zdobywanym metrem widzi się coś innego, krajobraz zmienia się za przejściem każdego grzbietu, na każdym szczycie. Często widoki są zaskakujące i zapierające dech w piersiach.

 

wg 2
Zdjęcie nr 2, Na lodowcu Pers – w tle Piz Palu

 

Porozmawiam dzisiaj z Panem Jarkiem Pyka o wspinaniu, wspinaczkowych początkach, motywacji i marzeniach. Od czego zaczęła się Pana pasja?

 

Wszystko zaczęło się niewinnie w 1987roku, na rajdzie zakładowym nieistniejącej już firmy Dom Mody Elegancja, gdzie pracowała moja mama. Było to moje pierwsze zetknięcie z górami – z Ustronia wchodziliśmy na Równicę a potem do Brennej. Wtedy była to cała wielka wyprawa, ale od tego się zaczęło – mówi z uśmiechem Jarosław Pyka.

Potem starszy kolega, student zrzeszony w Studenckim Kole Przewodników Beskidzkich Katowice zaraził mnie górami od samych korzeni. Dzięki niemu zobaczyłem Beskidy, w dzikiej formie – spaliśmy w bacówkach, pod gołym niebem, kręciła nas przygoda. Kolega wyjechał z kraju, ale pasja została. Później już w Technikum Mechaniczno-Elektrycznym w Tarnowskich Górach trafiłem na ludzi z Koła Turystycznego Pa-Pucie, wtedy zaznałem wspinaczki w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej1 .

 

wg 3
Zdjęcie nr 3, Początek drogi na Monch, 4099m, (Alpy Berneńskie)

 

Kiedy pierwszy raz pojechałem w Alpy, a był to rok 1992, miałem zamiar przewrócić je do góry nogami. Przewodniki podawały opisy tras i czasy wejść na czterotysięczniki, myślałem, że jest to realne, nic bardziej mylnego. Alpy to nie Beskidy. Rzeczywistość okazała się brutalna. Zderzyłem się z zupełnie innymi wyzwaniami, wysokościami. Wyjazd był bardziej trekkingowy, na lodowce patrzyliśmy z daleka. Nie mieliśmy pojęcia jak profesjonalnie się wspinać, brakowało sprzętu. Chodziliśmy po dolnych partiach gór, przesmykach.

 

wg 4
Zdjęcie nr 4, Ostatnie metry na grani szczytowej (bardzo wąskiej) – Monch

 

Alpy mnie urzekły. Po powrocie szukałem możliwości szkolenia. Okazało się, że w Tarnowskich Górach jest Klub Taternictwa Jaskiniowego. Krok po kroku uczyłem się technik jaskiniowych, asekuracji, zrobiłem kurs taternika jaskiniowego. Moja pasja się rozwijała, nabierałem doświadczenia. Każdego roku wyjeżdżaliśmy w Alpy, wchodziliśmy coraz wyżej. Chciałem coraz więcej. Teraz po ponad dwudziestu latach przygody z górami zdaję sobie sprawę, gdzie byłem wtedy, na początku swojej drogi.

 

Jak wygląda organizacja wyjazdów w góry?

 

Współpracujemy, wspinamy się zgraną paczką, która nawzajem się dopinguje, w grupie 4-5 osób. W zespole jest siła, są określone procedury, zasady i zadania – wszystko jest w jakiś sposób sformalizowane. Toczymy wieczne rozmowy o metodach treningowych, górach i życiu. To właśnie przełamywanie kolejnych barier i stereotypów daje wolność od szarej rzeczywistości, a kontakt ze skałą i przyrodą – oddech i motywację do działania.

 

wg 5
Zdjęcie nr 5, Matternhorn – widok z Zermatt

 

Dobór partnera stanowi wyższą szkołę zaufania, kondycji i doświadczeń. W górach jeden prowadzi, potem drugi, idąc w dwójkę jesteśmy związani liną2, stanowimy zespół, życie kolegi jest w moich rękach i na odwrót. To jest bardzo mocne związanie emocjonalne, trzeba mieć do siebie pełne zaufanie. Ważną sprawą jest również poziom kondycji fizycznej i umiejętności technicznych partnerów – musi być zbliżony. Wszystkie elementy muszą współdziałać. Każde przeżycie psychiczne i fizyczne intensyfikuje się bardzo poważnie. Niejednokrotnie spotykamy szybko zmieniające się warunki pogodowe, idziemy po wąskich przesmykach, grozi nam duże niebezpieczeństwo. Nie da się wszystkiego zaplanować i przewidzieć.

 

wg 6
Zdjęcie nr 6, Zjazd

 

Można się wspinać solo, ale ja wolę polegać na partnerze – kontynuuje swoją opowieść Jarosław Pyka. Chcę mieć przyjemność z tego wszechogarniającego cały organizm zmęczenia, podziwiania widoków zapierających dech w piersiach – potęgi gór w zmiennych okolicznościach aury i przyrody. Zatrzymania się i oddechu – to jest dla mnie niezwykle istotne i podchodzę do moich wypraw bardzo poważnie. Każdy oczywiście wspina się dla siebie. Bardzo ważne jest zdobycie szczytu, po to przecież jedziemy w góry, ale równie istotne jest to wszystko, co dzieje się w czasie wyprawy. Nie chcę pędzić, robić czegoś za wszelką cenę, chcę wrócić.

 

Stawiam sobie zadanie: wejść – zobaczyć – szczęśliwie zejść i wrócić do domu – do rodziny. To jest dla mnie najważniejszy cel.

 

wg 7
Zdjęcie nr 7, Wspinaczka skalna

 

Jak już wspominałem – mówi dalej Jarek Pyka, w trakcie wspinaczki najważniejszy jest pewny partner, do którego ma się 100% zaufania. Od kilku dobrych lat wspinam się z Romkiem. Romka poznałem w Szwajcarii w 2008 roku, a mieszkamy 30 km od siebie. Staramy się przynajmniej raz w roku wyjechać w Alpy, na około 9 dni. Wcześniej były dłuższe wyjazdy, 2-3 tygodniowe, raz rekordowo przez miesiąc przebywałem poza domem. Z jednej ekipy przeskoczyłem wtedy do drugiej. W 1996 roku, najpierw byłem w Dolomitach a potem w Alpach, zaliczyłem pierwszy czterotysięcznik. Do tej pory mam na swoim koncie wejście na szczyty 28 czterotysięczników, z czego dodatkowo zaliczyłem trzy powtórzenia tych samych szczytów w warunkach zimowych.

 

wg 8
Zdjęcie nr 8, Na grani Parrotspitze, 4432m

„Im bliżej byłem szczytu, tym bardziej narastało we mnie przekonanie, że oto spełniło się to, o czym najbardziej marzyłem.”

Jerzy Kukuczka

wg 9
Zdjęcie nr 9, Piz Bernina

 

Lubię wracać w Beskidy, lubię wracać w Tatry. Mam dwójkę dzieci, 13-letniego syna
i 10-letnia córkę. Szczególnie syn jest zainteresowany wspinaczką. Raz w tygodniu jesteśmy na ściance wspinaczkowej, trzeba trenować w okresie martwego sezonu. Mam kogo szkolić, uczyć, jestem bardzo szczęśliwy, cieszy mnie, że mogę swoją wiedzę i doświadczenie przekazać dzieciom.

 

wg 10
Zdjęcie nr 10, Mnich, Tatry, luty 2012r. ( -25C)

 

Co daje ten sport, Pana pasja?

 

To jest bardzo trudne pytanie, przeczytałem kilkanaście książek o górach i nikt logicznie nie potrafił odpowiedzieć dlaczego tak nas ciągnie, gna w góry. Mój organizm się tego domaga, to jest chemia, nie mogę określić z czego to wynika.

Każdy słyszał o wielkich osobistościach polskiego i światowego alpinizmu5: Wandzie Rutkiewicz, Jerzym Kukuczce czy Andrzeju Zawadzie. Trochę mniej o Mirosławie Falco Dąsalu – autorze licznych artykułów i książek o tematyce wspinaczkowej, który zginął w lawinie podczas wyprawy na Mount Everest. Czy innym polskim alpiniście i himalaiście – Alku Lwowie. To są Ci najwięksi z największych, wychowałem się na ich życiorysach i książkach.

Polska ma długą, ciekawą, momentami tragiczną historię alpinizmu. Polacy w wspinaczce wysokogórskiej odnosili wielkie sukcesy, ale też tragedie – jak ta na Broad Peak, gdzie zginęło dwóch alpinistów. Jeżeli jednak ktoś się nie interesuje tą tematyką, okazuje się, że jest to zupełnie nieznany sport. W ekstremalnych przypadkach, tego też doświadczyłem – mówi Pan Jarek, włącza się instynkt samozachowawczy, człowiek walczy, robi wszystko żeby wrócić do domu do rodziny. Mieć radość, utrwalać przepiękne widoki, niezapomniane wrażenia związane z obcowaniem z surową przyrodą, ale móc zachować te wspomnienia i wracać do nich.

 

wg 11
Zdjęcie nr 11, Stado koziorożców – tam, gdzie kończy się cywilizacja…

 

Jak Pana organizm reaguje na tak wielki wysiłek?

 

Przygotowuję się do wyprawy przez cały rok, mam to zakodowane. Planuję wyprawy z wyprzedzeniem. Jak kończą się ferie zimowe to myślę o lecie, jak kończy się lato, już myślę co będę robił zimą. Jadąc w Alpy nie można sobie pozwolić na wyjazd bez wcześniejszego treningu. Wspinaczka wysokogórska to pasja, ale jednocześnie styl życia, który automatycznie narzuca pewne reguły postępowania. Zobowiązuje do tego by być fizycznie, a także psychicznie gotowym okrągły rok. W górach, w ekstremalnych warunkach liczy się dosłownie wszystko, nie tylko preferencje fizyczne, budowa ciała i wytrzymałość organizmu, którą można wypracować, ale siła woli, technika i motywacja. Ten, który idzie z marszu, bez przygotowania za bardzo się męczy, jest wyczerpany, wylewa mnóstwo potów. To widać na trasie, jest kulą u nogi wszystkich innych, trzeba czasu, by osiągnął wyższą wydolność. Jednocześnie nie można przesadzać z treningami.

 

wg 12
Zdjęcie nr 12, Zejście z Bishorn, 4153m

 

Jakie szczyty Pan zdobył?

 

To jest bardzo dobre pytanie. Gdyby nie to, że na każdej wyprawie robię krótkie notatki3 , pewnie nie mógłbym od razu odpowiedzieć. Pamięć się zaciera i płata figle.

 

wg 13
Zdjęcie nr 13, Liskamm, wierzchołek zachodni

 

Jeździmy w Dolomity we Włoszech, Alpy w Austrii i Francji, ale większość wyjazdów to Szwajcaria. Właściwie po Szwajcarii mogę poruszać się bez mapy. Podczas każdej wyprawy rodzą się pomysły na następne. Kiedyś spisałem sobie na jakich szczytach już byłem.
Zaczęło się w 1996 roku od najwyższego szczytu masywu Mischabel – Dom 4545 m, w kantonie Valais, okolicy Zermatt, w Alpach Pennińskich – części Alp Zachodnich, w Szwajcarii.

Pamiętam, pogoda wtedy była rewelacyjna, wchodziliśmy w czteroosobowej grupie, jednak sam szczyt zdobyliśmy z partnerem. To były jeszcze te czasy, kiedy nie myśleliśmy o bezpieczeństwie. Nie wyjęliśmy nawet liny z plecaka. Kiedyś nie mieliśmy świadomości zagrożenia wpadnięcia do szczeliny. Teraz jest to nie do pomyślenia –wchodzimy na lodowiec, wiążemy się liną i idziemy razem. Na tym samym wyjeździe później całą czwórką udało się nam wejść na Mont Blanc.

Przygotowanie do wspinaczki jest bardzo ważne, ale równie ważna jest aklimatyzacja. Przekonałem się o tym kiedy weszliśmy z tzw. marszu na 3600m i musieliśmy schodzić, ponieważ nie byliśmy w stanie znieść dolegliwości. Mierzyliśmy się z chorobą wysokościową. Choć nie były to jakieś poważne objawy, jednak wtedy uświadomiłem sobie powagę sytuacji. Poruszanie się powyżej 3500 m, wiąże się z dodatkowymi trudnościami, brakuje oddechu, ciśnienie jest niskie, człowiek stara się szybko łapać powietrze. Następnego dnia, po regeneracji wróciliśmy, ponowiliśmy próbę wejścia i udało się zdobyć szczyt.

 

wg 14
Zdjęcie nr 14, Biwak na wysokości 3500m – pod Castor.

 

wg 15
Zdjęcie nr 15, Przełęcz Felikjoch, 4093m, pomiędzy Castor a Liskamm

 

Mam na swoim koncie wejścia na: Alphubel, Allalinhorn, Strahlhorn i Lagginhorn (najłatwiejszy czterotysięcznik w Alpach, przy szczelinach odcinki o nachyleniu do 50 stopni, przed wierzchołkiem 40 stopni i częste oblodzenie) – cztery szczyty w jednym rejonie, w Alpach Pennińskich.

Następnie szczyt w Masywie Weissmies – leżący w Alpach Pennińskich oraz odosobniony szczyt Gran Paradiso – czterowierzchołkowy szczyt w Alpach Graickich we Włoszech o wysokości 4061 m n.p.m. Położony w regionie Dolina Aosty w pobliżu masywu Mont Blanc w Parku Narodowym Gran Paradiso. Tam, gdzie kończy się cywilizacja – można spotkać okazałe stada koziorożców.

W masywie Monte Rosa znajduje się 10 czterotysięczników. W 2006 roku przeszliśmy większość z nich. Co ciekawe – ten cały masyw jest na tyle wysoko, że w ciągu kilku dni, przechodząc ze szczytu na szczyt można go przejść.
Mam w planach powrót do tych miejsc.

 

wg 16
Zdjęcie nr 16, Masyw Monte Rosa, (od lewej Mordend, Dufourspitze, Liskamm, Breithorn i klein Matterhorn) – widok z drogi na Matterhorn, okolice Schwarzsee.

 

Były też takie góry, które mnie kosztowały sporo wysiłku i będę o tym pamiętał do końca życia. Do nich zaliczam: Rimpfischhorn, Jungfrau, zbudowane z warstw łupków krystalicznych i granitów , oraz przede wszystkim Matterhorn.

 

wg 17
Zdjęcie nr 17, Matterhorn

 

Matterhorn jest jednym z najbardziej znanych szczytów świata, góra symbol. Jego skalno-lodowa piramida samotnie wznosi się wśród pól firnowych i lodowców Alp Pennińskich. Zdecydowanie najpiękniejszy szczyt w Alpach, a niektórzy twierdzą, że najpiękniejsza góra świata.

 

wg 18
Zdjęcie nr 18, Na drugim planie Matterhorn

 

Właściwie od Matterhorn wszystko się zaczęło i dopiero po 20 latach udało mi się stanąć na jej wierzchołku. To wejście chodziło za mną przez 20 lat, było moim marzeniem, dlatego ta góra budzi we mnie olbrzymi respekt i szacunek. Nie było łatwo, (choć samo wejście wspominam dosyć dobrze), i mam ogromną satysfakcję z jej zdobycia.

 

wg 19
Zdjęcie nr 19, Na szczycie Matterhorn – marzenia się spełniają!!!

 

wg 20
Zdjęcie nr 20, Po zejściu z Matterhorn – zmęczony, ale szczęśliwy!!!

 

Większe problemy okazały się na Rimpfischhorn, który jest niższy – ma 4199m, ale byliśmy przed sezonem, w czerwcu. Trafiliśmy na trudne warunki zimowe, które przerosły nas technicznie. Po roku wróciliśmy z właściwym sprzętem i zrobiliśmy całą grań.

 

wg 21
Zdjęcie nr 21, Pauza na lodowcu Allalin – w drodze na Rimpfischhorn, 4198m

 

Torowaliśmy sobie drogę w obfitym śniegu. Zejście z góry kosztowało nas bardzo dużo wysiłku. Dodatkowo nad ranem kiedy stanęliśmy na lodowcu, zeszła gęsta mgła, nie było widać na 2 metry – przez dwie godziny staliśmy w miejscu i nie mogliśmy się ruszyć. Próbowaliśmy się poruszać na długość liny, ale nie było sensu tego robić. Wiedzieliśmy, że w schronisku są trzej nasi koledzy – zaczęliśmy nawoływać, oni nas usłyszeli – prowadzili nas głosem i tak udało się dotrzeć w bezpieczne miejsce. Wtedy, wyszliśmy na trasę o 5 rano a wróciliśmy następnego dnia o godz. 11.00.

 

wg 22
Zdjęcie nr 22, Przymusowy biwak w szczelinie brzeżnej lodowca w trakcie załamania pogody.

 

Jakie Panu towarzyszą odczucia, gdy staje Pan na szczycie góry, po jej zdobyciu?

 

Zdobycie szczytu to nie jest nawet połowa sukcesu. Bardzo dużo wypadków dzieje się w trakcie zejścia, kiedy człowiek jest zmęczony i wyluzowany, bo przecież się udało. Gdy człowiek idzie do góry, ręce trzyma przed sobą. Przy zejściu, automatycznie chce iść głową do przodu, a jest wiele takich miejsc, gdzie schodzimy tyłem. Wtedy trzeba być skoncentrowanym i myśleć o bezpieczeństwie swoim i partnera.

Za każdym razem jak staję na zdobytym szczycie, próbuję zapamiętać jak najwięcej. Niestety nie da się wszystkiego. Po to robię zdjęcia, by jak najwięcej uwiecznić i wracać do tych wspomnień. Magia gór jest wtedy wszechogarniająca, swoją prostotą, surowością i potęgą. Obezwładniająca swoim pięknem.

 

wg 23
Zdjęcie nr 23, Na przedwierzchołku Piz Bernina, 4049m

 

To prawda, że są w życiu pewne priorytety, ale Góry przyciągają mnie jak magnes. Mając tak duże, ponad dwudziestoletnie doświadczenie, wiem jak planować swoje wyprawy. W zależności od tego jaką trasę chcemy przejść, ustala się termin wyjazdu. Jeżeli idziemy na skalny szczyt, lepiej to robić pod koniec lata, kiedy wszystkie śniegi są wytopione i pod stopami jest sama skała. Jeśli chcemy iść na szczyt, gdzie większość drogi pokonuje się po lodowcu, lepiej robić to na początku lata, kiedy zalega jeszcze dużo śniegu. Wtedy większość szczelin jest zasypana śniegiem i droga jest relatywnie bezpieczna.

 

„Klasyczny alpinizm wyrasta z tradycyjnej wyobraźni romantycznej. Jej sercem jest ‚uczucie’, jej ścieżką są ‚krew, pot i łzy’, jej ograniczeniem zaś jest Bóg”.

Wojciech Kurtyka

Uważam, że pasja w życiu jest szalenie ważna. Wspinaczka wysokogórska, uprawianie alpinizmu – to prawdziwe wyzwanie. Tak naprawdę liczy się apetyt na życie i nasze zainteresowania, zamiłowania, które wewnętrznie wzbogacają. Poznawanie nowego, głód przeżywania daje siłę i motywację do działania, zaś pasja do gór uczy pokory i odpowiedzialności – kończy swoją wypowiedz Pan Jarosław Pyka.

 

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Jarosława Pyka.

 

Napisała:

Jolanta Kotelska
Biuro Rzecznika Prasowego
i Komunikacji Wewnętrznej

1Jura Krakowsko-Częstochowska to polska mekka wspinania. Na całej długości, pod względem bezpieczeństwa większość dróg wspinaczkowych jest bardzo dobrze przygotowana. Można znaleźć łatwe drogi dla początkujących, dlatego też tam odbywa się większość szkoleń wspinaczkowych.

2Wiązanie liną w górach jest podstawą bezpieczeństwa.

3Pomaga to nawet w pakowaniu się na kolejną – mają ogromne znaczenie.

4Objęta rezerwatem przyrody, znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO razem ze szczytem Bietschhorn oraz lodowcem Aletsch.

5Alpy obfitują w niemal każdy rodzaj formacji skalnych i lodowych. Większość technik wspinaczkowych została zapoczątkowana w Alpach. Termin alpinizm w języku polskim rozszerzył swe znaczenie na wszystkie rodzaje wspinaczki górskiej, niezależnie od tego jak i gdzie się ją uprawia.